Odlotowy "Grand Budapest Hotel" - reż. Wes Anderson
Na arcydzieło, jakim jest według mnie Grand Budapest Hotel w reżyserii Wesa Andersona, trafiłam całkiem przypadkiem. Nie pamiętam jak. Grunt, że dałam się kompletnie oczarować bajkowej scenerii, niesamowitej historii, czarnemu humorowi oraz fikuśnym losom przerysowanych bohaterów. Jeśli obejrzycie, nie pożałujecie, a może nawet będziecie tak zachwyceni, jak ja, choć zaznaczam: nie jest to kino dla każdego. Tu nie poleje się krew i nie będzie ostrego seksu. To zupełnie inna bajka.
Pierwszy raz stykam się z Wesem Andersonem. Tak, jestem najwyraźniej zacofana, bo przecież słyszałam o podobno cudownych Kochankach z Księżyca, ale miałam ich głęboko gdzieś. Pewnie dlatego, że Edward Norton biega po planie przebrany za harcerza. Czy gdyby YouTube podpowiedział Wam coś tak cudownego, potrafilibyście odmówić takiej propozycji?